Ojej, jak ja się bałem tych skrótów! IKE, IKZE, ZUS, OFE... dla mnie to brzmiało jak jakaś tajna szyfrówka dla bankierów. Myślałem, że aby założyć takie konto, muszę mieć garnitur i przynajmniej sto tysięcy na start. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że wystarczy dowód osobisty i dosłownie kilkanaście minut przed komputerem! Naprawdę! Zacząłem od małej kwoty, bo chciałem sprawdzić, czy te pieniądze nie znikną w jakiejś czarnej dziurze.
Najbardziej zszokowało mnie to, że przez lata ignorowałem fakt, iż państwo zabiera mi 19% z każdego wypracowanego zysku na zwykłym koncie oszczędnościowym. To się nazywa podatek Belki. Kiedy policzyłem, ile tracę w skali 20 czy 30 lat, to aż złapałem się za głowę! Właśnie dlatego budowanie poduszki finansowej na standardowym koncie to tylko połowa sukcesu. Prawdziwa zabawa zaczyna się tutaj.
Początki były zabawne. Próbowałem zrozumieć, czy lepiej mieć IKE w banku, czy w domu maklerskim. Okazało się, że to zależy od tego, co chcemy tam trzymać. Ja wybrałem opcję z obligacjami skarbowymi, o których pisałem w moim przewodniku po obligacjach. Byłem w szoku, że proces otwarcia konta jest prostszy niż zamówienie pizzy przez aplikację. Teraz co miesiąc przelewam tam chociaż symboliczną stówkę.